Brian P. Moran, Michael Lennington, „12-tygodniowy rok”.

Okładka książki Briana P. Morana i , Michaela Lenningtona "12-tygodniowy rok"

Kto nie słyszał o rocznym planowaniu? Mamy z nim do czynienia nie tylko w pracy, ale także prywatnie. Nowy Rok, nowe otwarcie, nowe pomysły, a przed nami długie 12 miesięcy na realizację. No właśnie.

12 miesięcy to jedna wielka pułapka. W takim horyzoncie czasowym rzadko potrafimy coś przewidzieć. Rzadko umiemy tak długi plan skonkretyzować. Za to bardzo często zakładamy, że ze wszystkim zdążymy i… beztrosko odkładamy początek działania na później. Budzimy się jesienią, niejako wbrew przyrodzie, która właśnie szykuje się do snu, i próbujemy dogonić swoje marzenia w dwa ostatnie miesiące. Albo poddajemy się i czekamy na kolejny Nowy Rok i nowe otwarcie, pozostając w tym samym miejscu w niekończącej się drodze do naszych celów.

Znam to z własnego doświadczenia. Lubię początek stycznia i tę niczym nieuzasadnioną nadzieję, że ten rok będzie należał do mnie. Że właśnie teraz podbiję świat. I… niewiele z tym robię! Ze szczególnym zainteresowaniem sięgnęłam więc po książkę, która przedstawia ciekawą, wręcz ratunkową koncepcję. Koncepcję roku, który trwa 12 tygodni.

Autorzy prezentują przemyślany, spójny, ale też zaskakująco prosty system, dzięki któremu możesz przyspieszyć w życiu zawodowym i prywatnym. Pierwszym krokiem jest stworzenie i spisanie wizji. To temat na osobny artykuł, ale w skrócie chodzi o to, by odpowiedzieć sobie jak najdokładniej na kilka pytań. Jak chcę, by wyglądało moje życie za jakiś czas? Gdzie chcę mieszkać, co robić, z kim być? Jak ma wyglądać mój zwykły dzień? Wstaję rano i co? Ile muszę zarabiać i w jakim trybie pracować, by ta wizja stała się rzeczywistością? Bardzo ważne jest, by nie pozostać tylko w obszarze tematów zawodowych, bo praca jest po coś! Przecież to raczej życie prywatne budzi w nas emocje.

Mając wizję stawiamy sobie cele krótkoterminowe, które w swoim zamierzeniu mają nas do niej zbliżyć. Jak bardzo krótkoterminowe? Oczywiście obejmujące dokładnie 12 tygodni. Tych celów nie może być dużo i nawet nie musi, bo przecież już za moment, za niecałe 3 miesiące, postawimy sobie nowe. Nie za kolejny rok. Za 12 tygodni. I to jest siła całego modelu.

A potem autorzy książki podpowiadają, jak te cele realizować. Wspólnie, prowadzeni niemal za rękę, rozpisujemy je na plany tygodniowe i zadania codzienne, planujemy różnego typu bloki pracy, zastanawiamy się nad wskaźnikami realizacji, by mieć nad nią bieżącą kontrolę i umawiamy się z dwiema, trzema osobami na cotygodniowe spotkania, by się nawzajem wspierać i rozliczać. Od wczoraj mam taką grupę i nie mogę się doczekać pierwszej weryfikacji naszych tygodniowych zamierzeń.

Zachęcona książką od razu podejmuję działanie!

Kolejne kroki:
✅ kup książkę / e-book
✅ przeczytaj inne recenzje książek dostępne na stronie